Facebook Twitter Gplus Flickr Pinterest E-mail RSS
formats

To be or not to be

Najpierw jest tak: wszyscy klaskają, witają kwiatami, cieszą się na przejazd wojsk, dekorują czołgi. Przy medialnym szumie i nakręcaniu zwaśnionych stron rośnie morale i chęć do walki. Powołani do służby z lekką obawą ale i z ciekawością idą postrzelać, przeżyć przygodę, bo to nowe znajomości, umiejętności, trochę błota i lekki powrót do dzieciństwa i nieudolnych prób bawienia się w wojnę. Później jest tak: płacz, ból i rozpacz. Rany, krew i wszechobecne wnętrzności. Nagle wszystko to co było tylko filmem katastroficznym lub historią o wojennej przygodzie staje się rzeczywistością, zaczyna mieć smak – metaliczny, tak charakterystyczny gdy smakujesz własną krew i zapach – woń rozkładającego się mięsa i fekalii, wydalanych w przypływie strachu, w odruchu obawy przed utratą życia. To wszystko doprawione zostaje niepewnym snem i strachem przed każdą wyrwaną śmierci minutą życia, życia swojego i bliskich. A w równoległym czasie, wszędzie tam gdzie radość zastępuje strach, wszyscy ci, którzy doprowadzili do konfliktu, chełpiąc się ze swoich umocowań do sprawowania władzy, żyją gdzieś na uboczu sytuacji, którą sami wywołali- bezpiecznie i bez poczucia odpowiedzialności, pławiąc we własnym sosie słuszności za które giną miliony. Nie zgadzam się na ten układ, nie cieszę się na przemarsz wojsk i ciągłe polityczne przepychanki, mam dość medialnej nagonki na wrogów wszelakich. I choć wiem, że to co piszę władza wszelkiej maści ma w dupie, wiedzcie, że odwzajemniam te uczucia.

Rysunek można nabyć w formie plakatu- lekarstwa na smutną ścianę 🙂 http://satyrycznie.pl/lekarstwo-na-smutna-sciane/

tobeornottobe

Komentarze

komentarze